I znów nie miałem “melodii” do pisania :), a tak poważniej to mnóstwo
innych zajęć i po prostu brakło czasu.
Krótka historyjka z ostatniego gwizdka rykowiska :)
Samodzielna wyprawa w dzikie knieje w poszukiwaniu jeleni z wykorzystaniem
poznanych “podchodów” i GPS-a, do teraz wywołuje u mnie uśmiech :) Skradałem się
cichutko przez wąskie zarośnięte przecinki w kierunku rykowiska, które dobiegało
końca z nadzieją, że jeszcze coś “trafię”. Zamierałem w bezruchu co jakieś 50 m
na kilka minut, by wsłuchiwać się odgłosy jeleni, których obecność czułem tuż,
tuż. Ale NIC :( Już trochę zrezygnowany, przypomniałem sobie o metodzie wabienia
byków, przez głośne ocieranie pnia drzewa kijem. Czemu nie! Zacząłem trzeć
grubym konarem stojącą obok brzozę. Kilka razy uderzyłem o ziemię i znów pień, a
tu nagle TRACH,TRACH, TRACH!!! Łamią się suche gałęzie krzewów jakieś 30 m
przede mną! Zamarłem ze strachu! Po lewej od dochodzących trzasków znów TRACH,
TRACH!! Spoglądam w tę stronę i BOŻE!!! Stoi 5 m ode mnie POTĘŻNY BYK i patrzy
na mnie. Nie wiem kto bardziej był zaskoczony i zdziwiony. W momocie w którym
usłyszałem swoje myśli - zrób zdjęcie, zrób zdjęcie – było już za późno! Byk
ruszył i jak taran przemknął tuż obok mnie, a ja upadając bezwładnie do tyłu na
plecy, zdążyłem zrobić tylko taki pstryk :)
