Etykiety

sobota, 23 września 2017

Wstyd :(

Dwa lata przerwy w pisaniu...
No cóż, tak widać musiało być. Wiele sie działo, ale las towarzyszył mi przez cały czas. By opisać wszystkie moje przygody nawet się nie zabieram i nie chodzi tu o moje lenistwo, ale po prostu "pesel" nie zapamiętał wszystkiego :)
Kilka fotek i filmów z minionego okresu musi wystarczyć. cdn.
 







I to by było na tyle w fotograficznym skrócie 😃😃

niedziela, 6 grudnia 2015

Zwolnij

Listopad upłynął na wzmożonej pracy i dobrze. Przyszedł grudzień i wysyłając do kogoś smsa z treścią ZWOLNIJ!, miałem chyba siebie na myśli :)
Pierwsza sobota miesiąca i decyzja o wolnym i wyprawie do lasu.
Plan był znacznie inny niż to co się odbyło, ale i tak było warto. Znów poczuć ten zapach. Posłuchać “mowy” lasu, to raj dla mojej duszy!
W piątek po południu zapakowałem na terenówkę dwa pojemniki buraków, wziąłem z biura pilota do bramy i do domciu. W sobotę o 4-tej nad ranem widząc załadowane “uśmiechnięte” autko za bramą, klikam na pilota do automatycznej bramy i... ZONK ! Brama się nie otwiera. :( Chwila zniesmaczenia i mówi się trudno. Jadę własną osobówką i podróż kończę w miejscu gdzie dalej sięgają już tylko marzenia:)

Ciepła jak na grudzień noc. Księżyc przebija się przez niskie chmury. Dwie szyby boczne w aucie opuszczone, a wiatr smaga me skoncentrowane, pomarszczone lico. Utwardzona droga na której się ustawiłem, przecina kilka szlaków zwierząt, więc jestem pełen nadziei, że coś uda mi się zobaczyć. Nie musiałem czekać długo. Po około pół godziny w przedświcie, zza wzniesienia tuż opodal, wylania się jakaś świetlna łuna, a wraz z nią ognisty smok ziejący spalinami, ogniem żywym z reflektorów, zagęszczony hałasem piekielnym :)
No cóż? Uruchomiłem swojego rumaka, przejechałem przez wspomniane wzniesienie, a tam jakiś kilometr dalej wycinka:(  Przestawiłem autko w inne miejsce, poczekałem na wschód słońca i o radosnym sercu czas wracać do łóżeczka :) 
Ach, zapomniał bym o “pudle” – niecelnym strzale do przebiegającej przed maską łani :) Grunt, to to, że serduszko zarejestrowało owe zdarzenie – super!

poniedziałek, 26 października 2015

Tylko taki pstryk.

I znów nie miałem “melodii” do pisania :), a tak poważniej to mnóstwo innych zajęć i po prostu brakło czasu.
Krótka historyjka z ostatniego gwizdka rykowiska :)

Samodzielna wyprawa w dzikie knieje w poszukiwaniu jeleni z wykorzystaniem poznanych “podchodów” i GPS-a, do teraz wywołuje u mnie uśmiech :) Skradałem się cichutko przez wąskie zarośnięte przecinki w kierunku rykowiska, które dobiegało końca z nadzieją, że jeszcze coś “trafię”. Zamierałem w bezruchu co jakieś 50 m na kilka minut, by wsłuchiwać się odgłosy jeleni, których obecność czułem tuż, tuż. Ale NIC :( Już trochę zrezygnowany, przypomniałem sobie o metodzie wabienia byków, przez głośne ocieranie pnia drzewa kijem. Czemu nie! Zacząłem trzeć grubym konarem stojącą obok brzozę. Kilka razy uderzyłem o ziemię i znów pień, a tu nagle TRACH,TRACH, TRACH!!! Łamią się suche gałęzie krzewów jakieś 30 m przede mną! Zamarłem ze strachu! Po lewej od dochodzących trzasków znów TRACH, TRACH!! Spoglądam w tę stronę i BOŻE!!! Stoi 5 m ode mnie POTĘŻNY BYK i patrzy na mnie. Nie wiem kto bardziej był zaskoczony i zdziwiony. W momocie w którym usłyszałem swoje myśli -  zrób zdjęcie, zrób zdjęcie – było już za późno! Byk ruszył i jak taran przemknął tuż obok mnie, a ja upadając bezwładnie do tyłu na plecy, zdążyłem zrobić tylko taki pstryk :)