Etykiety

niedziela, 27 września 2015

A miało nic nie być...

Sobotnia plucha nie zniechęciła do odwiedzenia lasu. O moknięciu gdzieś na półce nie było mowy. Na ambonie? Coś szeptało – nie! Więc grzybki :) Dwie godzinki wystarczyły by przemoknąć całkowicie, ale zapach mokrego lasu przyćmiewał wszystkie niedogodności. Wiadereczko uzbierałem i popołudniem było co robić w kuchni :) Leśne ubranko pomalutku obsychało na sznureczkach w łazience i tylko ta skapująca z nich deszczówka była hamulcem przed tym, by jeszcze gdzieś wyskoczyć :) Co ma wisieć, nie utonie:)
 Niedzielny poranek dość pogodny, “gajerek” już prawie suchutki i do tego sen spokojny najbliższych. Trochę późno, bo już po ósmej, ale las woła :) Nie nastawiałem się na coś wyjątkowego, więc na wszelki wypadek wziąłem wiaderko na ewentualne grzybki. No i oczywiście trochę niezręczny (bo niedzielny) telefon do prezesa koła z powiadomieniem o moim pobycie w tym rejonie.

Na ambonę wdrapałem się już po 9-tej i bez większych oczekiwań oparty plecami o ścianę tylną, wpatrywałem się w wiaderko opieniek gdy nagle...



Niedzielny obiadek z rodzinką. Spotkanie z wnusią, a popołudniem jeszcze na chwilkę w łąki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz