Etykiety

poniedziałek, 7 września 2015

Deszczowa Zasiadka na Mostkach 25 sierpnia 2015

A lato tego roku było... suche! Wszyscy oczekiwaliśmy od dawna jakiegoś deszczu, a gdy na niebie pojawiły się jego zwiastuny, pojawił się również pewien dyskomfort. Tego dnia na wieczór zaplanowaną miałem zasiadkę z auta na Mostkach, no i zaczęło od południa padać. Jechać? Nie jechać? Opady przelotne. Jadę! Tym bardziej, że Jacek (kolega z pracy) był tam z samego rana wysypać dwa pojemniki ugotowanego makaronu i pojemnik chleba, nie wspomnę o tradycyjnym wiadrze kukurydzy. Ponoć w okolicy pojawił się olbrzymi odyniec – trzeba to sprawdzić! Na Mastkach zwierz przyzwyczajony do hałasu, bo właśnie skończono w tym rejonie modernizację drogi ppoż. co również dobrze wpływa na wysłużone zawieszenie terenówki. Deszcz rozpadał się na dobre. Wycieraczki radzą sobie dobrze, ale na ostatnich stu metrach gaszę światła i z widocznością nieco gorzej. Odnajduję “naszą” przecinkę i wciskam się w nią na wstecznym. Miejsce pasażera jest znacznie wygodniejsze w długim oczekiwaniu, a i ciemność w kabinie ma swoje znaczenie. Zresztą przy takiej pogodzie przy otwartym oknie...
..., a strugi deszczu już w aucie.
 Podano do stołu. Nie musiałem długo czekać, by na “stołówce” pojawili się pierwsi goście. Pewnie byli już wcześniej, tylko auto ich wystraszyło. Grunt, że schodzą się na wieczerzę :)










Ciężkie spadające z drzew krople deszczu donośnie dudniły o blachę dachu i pewnie to one były główną przyczyną braku większych od Sójki gości, którzy kręcili się wokół. Na początek pohukiwanie stada dzików było coraz bliższe, ale  już tuż, tuż stało się bardziej nerwowe i oddaliło się. Las ożył. W półmroku pomiędzy kroplami deszczu na szybie zauważyłem jakiś ruch. Przykleiłem z wolna nos do chłodnej, wilgotnej szyby i widzę skikającego dzikiego królika. Nawet nie wykazał najmniejszego zainteresowania autem. Zniknął w przydrożnych chaszczach, a dosłownie w kilka sekund potem w tym kierunku pomaszerował młody lisek. Przystanął na wąskiej ścieżynie, popatrzył na mnie w bezruchu i czmychnął dalej, by za chwilkę w drodze powrotnej znów mi się przyjrzeć.
Wiatr się wzmógł powodując jeszcze głośniejsze dudnienie kropel deszczu o dach terenówki, ale  i tak basowy szczek łani tuż opodal był najgłośniejszym akcentem tego wieczoru. Ze strachu wstrzymałem oddech! Kolejny szczek już był nieco dalszy, a następny już całkiem nikł w kniejach. Ponowne chrum, chrum gdzieś w pobliżu, które też się oddaliło i myślałem, że będzie ono finałem tego wieczoru, ale się myliłem. Trzask, trzask!!! Odgłos zamykających się drzwi dosłownie przed maską i ciche – Dobry wieczór. Straż Leśna... Najwięcej czasu zeszło z wyjaśnieniem, że byłem tam sam, a że siedzę na miejscu pasażera, to tylko powód dobrego usytuowania do robienia zdjęć, których i tak nie zrobiłem zbyt wiele :) Ale było warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz