![]() |
| ..., a strugi deszczu już w aucie. |
Ciężkie spadające z drzew krople deszczu donośnie dudniły o blachę dachu i pewnie to one były główną przyczyną braku większych od Sójki gości, którzy kręcili się wokół. Na początek pohukiwanie stada dzików było coraz bliższe, ale już tuż, tuż stało się bardziej nerwowe i oddaliło się. Las ożył. W półmroku pomiędzy kroplami deszczu na szybie zauważyłem jakiś ruch. Przykleiłem z wolna nos do chłodnej, wilgotnej szyby i widzę skikającego dzikiego królika. Nawet nie wykazał najmniejszego zainteresowania autem. Zniknął w przydrożnych chaszczach, a dosłownie w kilka sekund potem w tym kierunku pomaszerował młody lisek. Przystanął na wąskiej ścieżynie, popatrzył na mnie w bezruchu i czmychnął dalej, by za chwilkę w drodze powrotnej znów mi się przyjrzeć.
Wiatr się wzmógł powodując jeszcze głośniejsze dudnienie kropel deszczu o
dach terenówki, ale i tak basowy szczek łani tuż opodal był najgłośniejszym
akcentem tego wieczoru. Ze strachu wstrzymałem oddech! Kolejny szczek już był
nieco dalszy, a następny już całkiem nikł w kniejach. Ponowne chrum, chrum
gdzieś w pobliżu, które też się oddaliło i myślałem, że będzie ono finałem tego
wieczoru, ale się myliłem. Trzask, trzask!!! Odgłos zamykających się drzwi
dosłownie przed maską i ciche – Dobry wieczór. Straż Leśna... Najwięcej czasu
zeszło z wyjaśnieniem, że byłem tam sam, a że siedzę na miejscu pasażera, to
tylko powód dobrego usytuowania do robienia zdjęć, których i tak nie zrobiłem
zbyt wiele :) Ale było warto!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz