Etykiety

niedziela, 6 września 2015

Półka na Kaczce 18 sierpnia 2015


Półka obserwacyjna na Kaczce (Kaczka – miejscowość w świętokrzyskim) stała się motorem napędzającym moje zamiłowanie do lasu i Przyrody.
 Sugestie wytrawnych leśników  mówiły bym swoje obserwacje w tym rejonie rozpoczął nie później niż o 19-tej (koniec sierpnia), ale gdzie tam... O 17:00 byłem już na miejscu.
Cichutko na ile to było możliwe starym montereyem z głównej drogi leśnej wjechałem w boczny dukt i stop. Kołnierz Camo wysoko postawiony, czapka mocno naciśnięta już prawie na oczy i niczym Don Pedro zgarbiony na paluszkach sunę się do przodu. Po kilku metrach widać już pierwsze szczeble półki, ale to Jeszcze jakieś 70 metrów, a przy drobieniu kroczków i koncentracji tak napiętej, by nie stanąć na suchą gałązkę..., to droga Pańska.
Jak obślizła gadzina wsunąłem się  na siedzisko półki, a oczy miałem dookoła głowy. Siedząc na wprost teren przede mną był przygotowany do obserwacji w przedziale od 10-tej do 14-tej, więc bez zbędnego ruchu ogarniam wzrokiem całą polanę, kilka skąpych kęp krzewów, dużego rosochacza nad rzeczką przepływającą obok. Jestem gotowy. Słyszę bicie własnego serca. Miałem być przed 19-tą, więc myślałem sobie, że mam jeszcze sporo czasu i mogę spokojnie oddychać pięknem natury gdy tu nagle TRACH!!! Coś pękło. Jakaś gałązka całkiem z boku na 9:30. Sierść mi się zjeżyła, ale bez gwałtownych ruchów spoglądam w tamtą stronę i jest... . Na niebie spore zachmurzenie, a powód hałasu w ciemnym zadrzewieniu. Do tego drżenie rąk (od adrenaliny), więc fotka słabej jakości. Ale co tam!!!
Młody Byk
Przyglądaliśmy się sobie tak, jak gdybyśmy wymieniali wzajemne uszanowania i kto wie ile by to jeszcze trwało, gdyby nie mój wspaniały pomysł podsunięcia suwaka kurtki  o trzy ząbki. Dla mnie to był szmer, ale dla Niego Larum. Usłyszałem jeszcze dwa, trzy głuche werble kopyt i już tylko ponowne bicie mego serca. Krótkie spotkanie, ale wystarczająco mocne, by obudzić me pragnienia o JESZCZE.
W mych odtwarzanych replayach zagubiłem się w czasie i nie spostrzegłem okalającej mnie gęstej szarości. Mimo strachu przed nocą postanowiłem jeszcze chwilkę posiedzieć i posłuchać cudownej symfonii, której świadkiem byłem po raz pierwszy w życiu. Bywałem w lasach o zmroku, ale nigdy tak cichutko i tak chłonny słuchania. Poczułem się zaakceptowany przez naturę. Bo jak nazwać dwa głośne, przeszywające gwizdy Bobrów z lewej i tuż po nim z prawej, a gdy jeszcze echo świdrowało, prawie na moich plecach usiadło jakieś wielkie ptaszysko. Wielkie, bo w odlocie powiew jego skrzydeł czułem mocno na sztywnym karku. Jeszcze niemal w tej samej chwili przelatujące "kjur-kjur-kjur" dzięcioła zakończone potężnym chlapnięciem wskakującego opodal do wody jakiegoś Cielska. To chlapnięcie jak kubeł zimnej wody zwróciło mą uwagę na 70 metrów czekających na mnie w zupełnej ciemności, a świadomość braku latarki wręcz krzyknęła – Czas Wracać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz